Anonim

Zaledwie rzut kamieniem od jednych z najbardziej znanych miejsc na safari w Afryce, zadziwiające jezioro Natron pozostaje nieodparcie odizolowane i niedoceniane. Ale mając tak wiele do zaoferowania, a świat na zewnątrz jest coraz bliżej, Christopher Clark zastanawia się, co przyniesie przyszłość dla tego ukrytego wydarzenia.

Z każdą minutą powietrze wydaje się cieplejsze i bardziej suche. Złote sawanny i płaskie drzewa akacjowe, obrazy będące synonimem tanzańskiego safari, wkrótce ustępują miejsca spieczonej, skalistej półpustynnej. Powoli więdniemy jak stary szpinak z tyłu Land Cruisera.

Przeciwstawiając się niegościnnemu krajobrazowi, mijamy (zagrody) należące do pół-nomadycznych Masajów, z płotami kolczastych gałęzi akacji owiniętych wokół nich w idealne koła. Długie szeregi bydła i kóz podnoszą wokół nas chmury pyłu. Boso dzieci podekscytowane biegną w stronę samochodu, gdy mija nasza ekipa filmowa.

Góra Boga wznosi się spokojnie przed nami

Kiedy przestajemy rozciągać nogi, natychmiast otacza nas tłum kobiet Masajów, które zdają się zmaterializować z ziemi pod naszymi stopami. Trzymają kolorowe koraliki i tkaniny na sprzedaż i proszą nas o ich sfotografowanie w tradycyjnym stroju w zamian za niewielką opłatą. Nagle staje się oczywiste, że chociaż ten obszar pozostaje na razie nieodparcie odizolowany, nie jesteśmy pierwszymi nieustraszonymi turystami, którzy tu chodzą.

śpiewający masajowie, Tanzania, jezioro Natron

Źródło: Christopher Clark

W rzeczywistości wielu lokalnych operatorów, w tym nasi gospodarze Tanzania-Experience, chcą skorzystać z dotychczas słabo zbadanych ofert Lake Natron i zaczęli umieszczać je na swoich trasach kempingowych Northern Circuit. W końcu dzieli nas zaledwie kilka wyboistych godzin jazdy od ikon safari, w tym Serengeti i Krateru Ngorongoro, a także węzła transportowego Arushy.

Kontynuujemy naszą trasę i wkrótce zobaczymy Ol Doinyo Lengai, Masajów za „Górę Boga”, spokojnie wstających przed nami. Ol Doinyo Lengai jest aktywnym wulkanem, a wokół jego szczytu nierówny biały płaszcz, który przypomina spadającego gigantycznego ptaka, świadczy o ostatniej erupcji w 2007 roku. Samotna chmura unosi się bezpośrednio nad szczytem jak aureola.

Po omijaniu nierównej skarpy Wielkiej Doliny Szczeliny, w końcu pojawia się jezioro Natron, którego lustrzana woda sodowa i sól fizjologiczna przypomina wielki płytki ocean, lśniący w surowym świetle wczesnego popołudnia. Jezioro o powierzchni ponad tysiąca kilometrów kwadratowych rozciąga się aż do granicy z Kenią gdzieś wewnątrz mgły na horyzoncie. Jest domem dla ponad dwóch milionów flamingów ze szkarłatnymi skrzydłami, a fauna w okolicy obejmuje żyrafę i zebrę.

Ol Doinyo Lengai, Lake Natron, Tanzania

Źródło: Christopher Clark

Zatrzymujemy się na naszym kempingu na noc, który ma dużo cienia i wznosi się widok ze wzgórza na wprost jeziora. Nasz przewodnik Enock mówi nam, że nieruchomość jest własnością przedsiębiorczego biznesmena Masajów, który urodził się w okolicy i ma wielką wiarę w swój potencjał turystyczny, o czym świadczą różne niedokończone projekty - basen, centrum konferencyjne i luksusowe namioty safari - rozrzucone wokół jego własność. Dziś jesteśmy jego jedynymi gośćmi.

Masajowie prowadzą życie niewiele zmienione w ciągu ostatnich stu lat

Kilku chudych nastoletnich chłopców Masajów z dużymi nożami na paskach wychodzi z jednej z przybudówek i pomaga nam rozstawić namioty. Co jakiś czas jeden z chłopców przerywa i wyciąga z szaty telefon komórkowy, piszczy wściekle przez chwilę lub dwa, a następnie wznawia pracę. Zastanawiam się, jaki wpływ miała ta technologia na sposób życia, który w przeciwnym razie wydaje się niewiele zmienić w ciągu ostatnich stu lat.

Zastanawiam się także, czy ci nastolatkowie nadal będą w tym miejscu, żyjąc w ten sposób, za dziesięć lat. Świat na zewnątrz jest coraz bliżej, a bogatej różnorodności biologicznej i dziedzictwu kulturowemu na tym obszarze zagraża wylesianie, poszukiwanie ropy i gazu oraz proponowana instalacja sody kalcynowanej.

Jezioro Natron, Tanzania

Źródło: Christopher Clark

W czerwcu 2015 r. Lokalni wieśniacy podpisali umowę z African Wildlife Foundation (AWF), która, ich zdaniem, przyczyni się do zabezpieczenia przyszłości tego obszaru. Przy ostrożnym zarządzaniu, więcej śladów turystycznych może również stanowić cenny wkład.

Po rozpakowaniu i szybkiej drzemce na naszym kempingu temperatura wczesnym wieczorem jest mniej uciążliwa i schodzimy na brzeg jeziora, aby przyjrzeć się flamingom, które, jak się okazuje, nie pachną w połowie tak ładnie jak wyglądają nawet z pewnej odległości. I tak nie możemy się zbliżyć - wysoka alkaliczność płytkiej wody w jeziorze Natron może poważnie poparzyć skórę, zapewniając ptakom bezpieczeństwo przed wszelkimi drapieżnikami.

W słabszym świetle pofalowana skarpa Rift Valley wygląda mniej wrogo, ale jeszcze bardziej uderzająco

Na szczycie pobliskiego wzgórza ustawiliśmy stół i krzesła i usadowiliśmy się na zimnym zachodzie słońca. Patrzymy na idealnie spokojną powierzchnię jeziora, którego brzegi są usiane różowymi ptakami. W łagodniejszym świetle starożytna pofalowana skarpa Rift Valley wygląda bardziej zielono i mniej wrogo, a nawet bardziej uderzająco. Mamy ten pogląd tylko dla siebie.

Na poziomie wody samotny pasterz Masajów idzie po suchej, popękanej ziemi w oddali, pod przewodnictwem Góry Boga. To, co przyniesie przyszłość dla niego i jego regionu, dopiero się okaże, ale nietrudno zrozumieć, dlaczego wielu tutaj nie spieszy się ze zmianami.