Anonim

Sofia Levin odkrywa tradycję i spokój na wsi w Japonii

Bujne pola ryżowe zmieniły się w gęsty las bambusowy i cedrowy, gdy nasz pociąg wspiął się bardziej stromo. Rośliny desperacko przylgnęły do ​​zbocza góry, a małe wodospady spływały po każdej szczelinie. Na końcu linii kolejka podniosła nas w górę najbardziej stromej części góry Koya, 800 metrów nad poziomem morza. Na szczycie czekał autobus, który zabrał nas do Koyasan, centrum klasztornego i miejsca światowego dziedzictwa, które jest sercem buddyzmu Shingon w Japonii. Tutaj goście mogą zatrzymać się w zakwaterowaniu shukubo - pensjonacie lub ryokanie położonym na terenie świątyni - i wreszcie dotarliśmy do naszego, Shojoshin-in.

Intensywne perfumy z drewna cedrowego wypełniły nasze nozdrza, gdy otwieramy drzwi do naszego samodzielnego zakwaterowania. Cztery pokoje graniczące z korytarzem oddzielone były złotą fusumą, przesuwane drzwi ozdobione ozdobnymi japońskimi obrazami. W każdym pokoju rozłożono futony: herbaciarnię z zestawem do herbaty, mochi z czerwonej fasoli (ciastka ryżowe) i niestosowny telewizor. Wyciągnęliśmy papierowe ekrany shoji, aby wpuścić ostatnie światło i spotkaliśmy się z pięknie wypielęgnowanym ogrodem japońskim.

Po godzinie zwiedzania poszliśmy dwie minuty na Cmentarz Okunoin, którego historia sięga siódmego wieku. Ponad 200 000 kamiennych obelisków, drewnianych słupków i wielopoziomowych pomników schodzi do lasu. Mech przykrył ziemię, a szpony grzyba szczekały. Każda powierzchnia była wilgotna i, jak na ironię, tryskała życiem. Scena przypominała coś z mistycznych filmów Miyazaki.

Japoński cmentarz

Wszystkie zdjęcia autorstwa Sofii Levin

Przed obiadem myliśmy i moczyliśmy w tradycyjnej kąpieli z drewna sosnowego, po czym zawinęliśmy się w nasze szaty yukata. Zsunęliśmy się z geta, co całkiem możliwe, że przekłada się na „strasznie niewygodne japońskie chodaki” i chwiejnym krokiem poszliśmy do głównego budynku na kolację. Łaskawy mnich otworzył fusamę. Tam na matach tatami było pięć poduszkowych siedzeń, każde umieszczone przed trzema podniesionymi lakierowanymi tacami z posiłkami, na których znajdowały się wybrane małe naczynia. Był to autentyczny shojin ryori, wegański posiłek zawłaszczony z Chin i oparty na pięciu elementach buddyzmu.

Każdy talerz różni się od następnego: potrawy z marynat i ryżu uzupełniają kosz warzywnej tempury; kwadrat jedwabnego tofu o konsystencji kremowego karmelu pływa w kałuży soi; giętka dynia i ponadwymiarowe grzyby shitake siedzą obok rozdrobnionego daikonu marynowanego w occie. Słodka gotowana czarna fasola i imbirowy bulion z lepkimi kluskami z kleistego ryżu utrzymywały nasze kubki smakowe na palcach, podobnie jak wiele innych japońskich przysmaków. Wypiliśmy nasz niezwykły obiad z zieloną herbatą i do 21:00 byliśmy w łóżku.

Japoński posiłek

Nasz alarm iPhone'a stanowił ostry kontrast do spokojnej ciszy Koyasana o 5.30 rano następnego dnia. Poszliśmy do głównej świątyni, aby wziąć udział w otsutome, buddyjskiej ceremonii modlitewnej. Czterech mnichów klęczało już na podłodze, siedząc idealnie przez 40 minut w płynących czarnych szatach i purpurowych jedwabnych szarfach, poruszając się tylko po to, by delikatnie zderzać symbole lub przewracać stronę w swoich modlitewnikach. Kiedy zharmonizowali i intonowali buddyjskie sutry, nie mogliśmy się powstrzymać, aby kołysać się w czasie.

Ryokany są synonimem spokoju i tradycji. Podczas gdy zakwaterowanie u mnichów jest z pewnością doświadczeniem, zatrzymaliśmy się w dwóch innych ryokanach podczas naszej podróży. Pierwszy, Ryoso Kawaguchi, znajduje się w Miyajima, wyspie na południe od Hiroszimy, znanej z kultowej pływającej bramy torii i udomowionego jelenia. Drugi, Yama No Chaya, znajduje się w Hakone, górskim kurorcie około godziny drogi od Tokio, szczycącym się zielenią wzgórz i bulwiastymi bystrzami, które tchną życie w otaczającą florę. Oba serwowały wyjątkowe bankiety kaiseki, ale Yama No Chaya oferował także oszałamiające wrażenia z kąpieli w plenerze zasilanej przez naturalne gorące źródło.